piątek, 3 lutego 2017

Wałęsa czy Bolek?

   Doniesienia ostatnich dni, które głosiły, że Lech Wałęsa, był jednak Bolkiem, sprawiły mi nie lada wyzwanie w napisaniu artykułu. Stwierdziłem, że nie będzie to jednak rozprawa historyczna, a bardziej obyczajowo- moralna.


   Początkowo chciałbym stwierdzić, że absolutnie nie zgadzam się z polityką historyczną rządu. Obecna władza próbuje nam wmówić, że bohaterowie, ludzie „Solidarności”, którzy obalali komunizm, byli „zdrajcami”, „agentami”, „ubekami”, „szpiegami”. Wyjdźmy zatem od tego.
   Jeżeli ktokolwiek czytając ten, czy każdy inny artykuł na temat Lecha Wałęsy, zmienił zdanie i nabiera pod wpływem obecnej propagandy wątpliwości co do uczciwości Lecha Wałęsy, to mam do takiej osoby radę. My zwykli obywatele, nie jesteśmy w stanie ocenić przeszłości, choć niedawnej, ba! Nie są w tego stanie zrobić nawet historycy, w pewnym sensie, gdyż jest to materia bardzo trudna. My zwykli obywatele musimy patrzeć na fakty! Fakty są takie, że Lech Wałęsa, stał na czele „Solidarności”, obalał ten system, nie sam, a z innymi robotnikami, obywatelami, którzy nie godzili się na tamten system. Fakty też są takie, że to on podpisywał porozumienia, zaś później został Prezydentem RP.


   Jakby tego było mało, Lech Wałęsa, to nie tylko nasz narodowy bohater. To już bohater światowy! Jednak moje rozważania, schodzą już na inne tory, zaś dokończmy to co zacząłem. Dla mnie, dla osoby z „nowego” pokolenia, z pokolenia lat 90 nie jest istotne to, czy Lech Wałęsa był w SB, czy nie był. Czy donosił, czy nie donosił. A tym bardziej nie jest istotne, czy podpisywał coś bo mu kazano, czy dlatego, że chciał. Nawet jeżeli, był „Bolkiem”, bo tego chciał i taki był jego zamiar, to jednak później obalił ten system.
   Nie dajmy się zatem omamić, zamydlić sobie oczu, wywodami obecnych ludzi władzy, czy Prezesa, bo liczy się efekt! Efektem zaś jest to, że Lech Wałęsa komunę obalił i to powinno być dla nas ważne. Nie narzucam Państwu zdania na ten temat, jednak chce przekonać do zrozumienia mojego zdania. Dla osoby, która nie pamięta komunizmu, a urodziła się w wolnej Polsce, ważne jest to, że ta wolna Polska jest i uważam, że za to powinniśmy podziękować Lechowi Wałęsie!


   Jednak „Bolek”, to tylko szczyt góry lodowej. Jeżeli obecna władza, zauważy że społeczeństwo kupiło taką wersję polskiej historii najnowszej, to zaraz bardzo chętnie będzie sięgała po innych działaczy tamtego czasu, dyskredytując ich, właśnie takimi zarzutami. Nie możemy sobie pozwolić na taką manipulację! Dlatego w tym miejscu chciałbym zaapelować do wszystkich, aby mieli swój rozum i to co czytają, to co usłyszą, często konfrontowali z obecną rzeczywistością oraz ze zdrowym rozsądkiem. A ja w tym miejscu, osobiście chciałbym podziękować nie tylko Lechowi Wałęsie, ale wszystkim, tym którzy walczyli o wolną Polskę. Dziękuję, że mogę żyć w wolnej Polsce!

sobota, 28 stycznia 2017

Temat jak bumerang- opinia o nowelizacji przepisów aborcyjnych

   Zapewne wszyscy pamiętamy akcję protestacyjną polskich kobiet z początku października. Akcję, która nosiła nazwę „Czarny Poniedziałek”. Był to Ogólnopolski Strajk Kobiet, które sprzeciwiały się wprowadzeniu nowelizacji ustawy o aborcji. Nowelizacji, która miała kompletnie zdelegalizować jakąkolwiek aborcję w naszym kraju, nawet tą, która może uratować kobiecie życie, bądź uchronić ją przed stresem psychicznym jakim jest poród martwego dziecka. Tak było.


   Po tych wydarzeniach, po wielkiej akcji, której jak nie ocenić, udała się i była wielkim społecznym sukcesem, polskich kobiet, rząd wraz z większością wycofał się z prac nad zmianami w ustawie. Temat, który był tak protestowany, ucichł, zaś większość przekonywała, że nie planuje żadnych zmian w tym zakresie. Warto też przypomnieć słowa Lecha Kaczyńskiego, który tak odnosił się do „kompromisu”, który obowiązuje do dnia dzisiejszego:



   Wielka akcja, która była zwycięstwem Polek, będzie musiała, najwyraźniej jeszcze raz nastąpić. Dlaczego, niektórzy mogą zapytać. Otóż we wrześniu poprzedniego roku do polskiego parlamentu trafił projekt ustawy przygotowany przez Polską Federację Ruchów Obrony Życia (PFROŻ). Projekt obecnie jest na biurku szefowej rządu Beaty Szydło, która zgodnie z procedurą ma 30 dni na odpowiedź, czy nowela będzie wpisana w politykę rządu na najbliższe lata.
   Nie byłoby w tym nic wielkiego, jednak dlaczego projekt, który został złożony przed wielkimi protestami w całej Polsce, nie został odrzucony przez komisję ds. petycji, która miała zdecydować co dalej z projektem PFROŻ. Skoro partia rządząca zapowiedziała odejście od tego tematu, to dlaczego nie skończyła z nim w momencie, kiedy nacisk społeczny był tak duży? Możliwe są dwa rozwiązania. Pierwsze: sam Prezes nie ma pojęcia co dzieje się w komisjach sejmowych, a przepływ informacji jest bardzo słaby (w ten scenariusz wątpię). Drugi: rząd wraz z większością chcieli po prostu „wykiwać” wszystkie Polki, które strajkowały, aby załagodzić sytuację pod koniec roku. Innych rozwiązań nie widzę.


   Najciekawsze jest jednak to, że projekt nie różni się praktycznie od poprzedniego, przeciw któremu protestowano. Dodatkowo, zakłada on, delegalizację ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH. W ustawie, mowa o obrocie, który jest nielegalny, a każdy kto dopuści się obrotu środków antykoncepcyjnych może zostać skazany na karę pozbawienia wolności. To jest absurd!
   Jeżeli w tym momencie, nie mamy przeciwko czemu protestować- chyba, że przeciwko rozbijaniu się przez rząd limuzynami- tak ten temat, jest poważnym powodem, abyśmy jeszcze raz, wszyscy, wraz z Polkami, wyszli na ulice. Rząd chce realizować politykę, która wyraźnie jest sprzeczna z opinią publiczną, co udowodniło wiele sondaży opinii publicznej oraz Ogólnopolski Strajk Kobiet- manifest, który, jeżeli zacznie się procedowanie tych zmian, powinien być co najmniej dwukrotnie większy, w skali całego kraju.
   Kobiety! Walczcie o swoje prawa! Mężczyźni! Walczcie z kobietami!

piątek, 27 stycznia 2017

Przypadek- Wypadek

  Obserwując, śledząc wręcz ostatnie wydarzenia w Polsce ale też na świecie zauważyłem dziwną przypadłość, którą reprezentuje ekipa rządząca nazywana „rządem”.


   Przypadłość ta moim zdaniem powinna się nazywać „przy/wy-padek”. Otóż jakimś straszliwym pechem niedawno problemy z wylotem, rządowym samolotem, miała problem Premier Beata Szydło, która nie za bardzo wiedziała, ilu pasażerów może pomieścić, więc próbowała pomieścić wszystkich. A to, że okazało się, że próbowała wziąć dwa razy więcej? A kogo by to obchodziło?! Kogo by obchodziło to, że samolot byłby przeciążony i nie mógłby zapewne wystartować, a jeżeli pomyślimy jeszcze o paliwie, które zużywałoby się szybciej… No tak, ale to był tylko taki właśnie „przypadek”. Przecież ostatecznie nic się nie stało, samolot wystartował, a Premier Beata Szydło szczęśliwie doleciała do Polski, twierdząc, że wszyscy przecież kłamią, a żadne incydenty nie miały miejsca w Londynie. Po prostu pilot i załoga wyssali sobie te opowieści z londyńskich legend…


   Kolejnym „przypadkiem” przy pracy okazał się, również lot, Andrzeja Dudy z Wrocławia do Warszawy. Wielkim przecież pechem samolot się zepsuł i nie mógł wystartować w jakże krótką trasę z Wrocławia do Warszawy, która notabene trwa… 40 min. Nasuwa się pytanie- co takiego się stało podczas tego 40 minutowego rejsu z Warszawy do Wrocławia, że w stronę powrotną samolot odmówił posłuszeństwa? Może jakiś przegląd nie był zrobiony? Nie, skądże! Przecież nasz rząd jest bardzo odpowiedzialny i o wszystko dba! Dba tak samo jak o demokrację w Polsce, o Trybunał Konstytucyjny, o wymiar sprawiedliwości w Polsce i w końcu o polską gospodarkę! Przecież nasz rząd jest doskonały!



   Po „przypadkach” naszego rządu w przestworzach pora przejść do tych „naziemnych wyczynów” ekipy rządzącej.
   Pierwszym i chyba największym „przypadkiem” był ten na Opolszczyźnie. Cieszę się w tej chwili, a wręcz odczuwam dumę, że to właśnie na mojej rodzimej ziemi dolnośląskiej doszło do wcześniejszej wizyty Pana Prezydenta RP, gdyż wizytował on piękny Karpacz. Jednak wszyscy pamiętamy wypadek limuzyny prezydenckiej pod Opolem z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy. Wiadomo, opona pękła, prezydent wpadł do rowu przy autostradzie, zaś później o swoim kierowcy, mówił że ten zachował się wzorowo. Jednak kierowca prezydenckiej limuzyny, powiedźmy to sobie szczerze, nie musiałby zachowywać się wzorowo, gdyby ktoś z Biura Ochrony Rządu, zadbał o to aby opona nie pękła. Szanowni państwo! Najważniejsza osoba w państwie jeździ na złych oponach?! To na co, my naród, przepraszam płacimy podatki?! Na zużyte opony i na wizerunkową katastrofę?! Jak już mamy mieć Prezydenta Rzeczypospolitej, to niech chociaż on jeździ w takich standardach, w jakich jeżdżą głowy państw! Oczywiście dlaczego ta opona pękła, rozważań jest dużo. Jednak najciekawsze komentarze pojawiły się niedługo po „przypadku”. Pojawiły się one z Kancelarii Rady Ministrów, gdzie ktoś wspominał coś o fakcie, iż to Platforma Obywatelska zaniedbała rutynowe kontrole opon. Szanowni państwo, a czy nowa władza nie obiecywała przypadkiem szybkich zmian i naprawienia tego co „naszkodziła” PO?! To w takim razie dlaczego ten fakt od razu nie został ujawniony i nie zostały te opony, zbadane lub wymienione? Odpowiem państwu na to pytanie- bo to była wina wyłącznie obecnej siły rządzącej, że zaniedbała wymianę opon i ogólny stan techniczny pojazdu. Cóż, może pomyśleli, że skoro to limuzyna PANCERNA, to i opony niezawodne…


   Kolejnym „przypadkiem” lądowym był ten sprzed kilku dni, kiedy to limuzyna Ministerstwa Obrony Narodowej wzięła udział w karambolu na autostradzie A1 pod Lubiczem, w województwie Kujawsko- Pomorskim. Tym razem, rzeczywiście przypadkowo, auta się zderzyły, a ministrowi MON Antoniemu Macierewiczowi, nic się nie stało. Cóż za ulga! Pan minister przesiadł się do innego auta i ruszył w dalszą podróż. Jak się jednak okazało, sprytni dziennikarze, dotarli do przechwałki ministra, który stwierdził, że do rodzinnego miasta Ojca Rydzyka dotarł z Warszawy w godzinę i czterdzieści minut. Cóż, w drugą stronę miał mniej szczęścia. To jednak pokazuje, jak ci ludzie myślą i jakie mają priorytety. Oczywiście kolumna z VIP-ami może przecież poruszać się szybciej, ale bez przesady! W tym „przypadku” spowodowała realne zagrożenie w ruchu lądowym! Ale to nic, przecież auta i tak należą do… wszystkich Polaków, a przecież szef MON tylko z nich korzysta!


   Po „przypadku” ministra Macierewicza, w dniu następnym miejsce miała stłuczka z udziałem kolumny Kancelarii Sejmu RP. Oczywiście nikomu nic się nie stało, zaś stłuczka była niewielka. Chciałbym się jednak zapytać, czy skoro od wielkiego karambolu na autostradzie, na następny dzień mowa jest o stłuczce w Warszawie z udziałem aut Kancelarii Sejmu, to czy w ogóle nasze państwo jest bezpieczne, skoro wyraźnie widać, że nasze władze nie potrafią zadbać same o siebie. Czy my jako Polacy, jako suweren, jesteśmy w naszym państwie bezpieczni? Mam apel do wszystkich! Jeżeli w najbliższych dniach będziecie mieli stłuczki, wypadki, mówicie, że jesteście z Kancelarii Sejmu, MON-u, bądź z BOR-u. Wszyscy was zrozumiemy!


środa, 11 stycznia 2017

O Petru na Maderze i innych zachowaniach Polaków

   Wydarzenia ostatnich dni są dość ciekawe z perspektywy politycznej. Wiele afer, wiele się działo, jednak ja w tym poście chciałbym napisać o pewnym zdarzeniu, które mnie zainteresowało. W mediach pojawiła się informacja o konflikcie w opozycji, o aferze Mateusza Kijowskiego z KOD-u, ale chyba największym echem odbiła się informacja o RYSZARDZIE PETRU.


   Dlaczego tak zwykły wyjazd szefa Nowoczesnej wywołał tak wielki oddźwięk w mediach publicznych, społecznościowych i w opinii publicznej? Czy sylwestrowy, tudzież świąteczny wyjazd Petru na Maderę był na tyle kontrowersyjny, „słaby” i zapewne „haniebny”, aby tak mocno wyeksponować go w przekazie medialnym. Mógłbym zakończyć ten wpis na stwierdzeniu, że było to żenujące (nie wyjazd, a przekaz medialny) i nadawało się do publikacji na pudelka, dla odbiorców tegoż portalu, którzy uwielbiają sensację. Jednak nie zamierzam, a to dlatego, że sytuacja ta pokazała jacy naprawdę jesteśmy.
   Zapewne wielu z czytelników mojego bloga zauważyło, że mam raczej liberalne niż konserwatywne poglądy. To dobrze! Dlatego spróbuję wyjaśnić o co chodzi w tzw. „syndromie Petru”, jak nazwałem to zjawisko na potrzebę dalszych rozważań.
   Sytuacja wyglądała następująco: Kryzys polityczny w Sejmie, w końcówce grudnia przed Parlamentem RP wystawiany jest płot oddzielający protestujących od gmachu, trwa okupacja Sali plenarnej Sejmu RP, przegłosowany został budżet, choć nie wiadomo czy zgodnie z prawem i czy w ogóle może on obowiązywać. Sytuacja jednym słowem- patowa! Aż tu nagle wszyscy po Nowym Roku dostają informację na swoje telefoniki, iż lider opozycji Ryszard Petru wyjechał na Maderę. Szanowni państwo, nie trzeba było podejrzewam, włączać telewizji, czy wyświetlać zdjęć, które obiegły Polskę. Sam taki nagłówek robi swoje, ba! „Przecież on poleciał na Maderę, a ja się kiszę w Polsce.”- tak pomyślała zapewne większość tych, którzy pana Petru krytykowali. 




   Oczywiście przekaz medialny, który podsycał opinię publiczną był inny. „Petru wyjeżdża na wakacje w środku protestu okupacyjnego”, „Lider opozycji Ryszard Petru w środku kryzysu politycznego leci na Maderę”. Nikt jednak sam z siebie nie napisał, że co prawda był on obecny na Sali plenarnej w Wigilię Bożego Narodzenia, oraz że wyjazd jest między dyżurami, które zostały rozpisane na początku protestu. Bo przecież po co?
   Do tego jeszcze doszła ta działaczka, piękna blondynka, która co prawda od czasu do czasu pojawiła się w telewizji, a teraz Petru leci z nią na Maderę. Czyżby romans, a może już koniec politycznej kariery Ryszarda Petru? Oczywiście jest to rozrywka dla mas, tania i szybka.
   W tym właśnie momencie widać szanowni państwo jak łatwo nas odciągnąć od poważnych spraw, nas Polaków, na rzecz spraw błahych i niepotrzebnych. 
   Przecież Petru to poza kamerami osoba prywatna. To że aspiruje do pozycji lidera opozycji, nie oznacza, że nie może mieć wakacji oraz życia prywatnego. Nie pisząc tutaj o moim podejściu do sprawy, łatwo jest nami, naszym narodem, manipulować. Trwa jak już wspomniałem kryzys polityczny, sytuacja jest bardzo napięta, a co niektórzy nazywają wyjazd Petru na Maderę, „największą aferą nowego roku”. Ludzie! Tu się puknijcie! Czy naprawdę tak nas zaaferowało to, że polityk poleciał na Maderę, w SWOIM CZASIE WOLNYM. Przypuszczam, że chociażby w tym samym czasie w Polsce do ludzi strzelali i tak wyjazd ten pozostałby największym skandalem roku.
   Chciałbym tylko zaapelować, abyśmy nie szli w tą stronę, w stronę pudelków i innych takich, bo na to właśnie liczy PiS i Prezes Kaczyński, na to, że da się Polaków, którzy stają się coraz bardziej zjednoczeni w pewnych kwestiach, podzielić takimi informacjami. Nie dajmy się tak nabierać! To że on poleciał na Maderę, czy nie na Maderę, to co mnie to interesuje? Dla mnie ważne jest to co on robi jako lider partii opozycyjnej aby pilnować porządku w polskim parlamencie oraz działać na rzecz Polski.
   Na końcu chciałbym zaznaczyć, że moje osobiste stanowisko w tej sprawie jest takie, że nie obchodzi mnie ten wyjazd. Napisałem o nim po to by zaapelować o rozwagę i nie rozdmuchiwanie takich informacji, nawet jeżeli dotyczą one Petru, Schetyny, Prezydenta Dudę, czy Premier Szydło. Ważne są działania polityczne jakie podejmują ci ludzie, a nie ich życie wakacyjne, czy prywatne. 
   Miłego Dnia wszystkim !